Zainteresowanie objawiło się nie tylko sporą „klikalnością” artykułu ale także ilością zapytań w wiadomościach prywatnych. Wiele z pytających osób nie ma zleconej tlenoterapii przez lekarza i było ciekawe, czy takie urządzenie może poprawić jakość ich życia. Zanim przedstawia bliżej testowane przeze mnie urządzenie przyjrzyjmy się bliżej jego potencjalnym zastosowaniom dla osób chorych na bezdech senny.
Nie będę Wam robił wykładu na temat tego, że tlen należy traktować jak lek i musi być on zlecony zawsze przez lekarza. Rzeczywistość jest taka, że w Polsce koncentrator tlenu może sobie kupić każdy. Legalne są nawet tzw. „bary tlenowe”, w których można wejść z ulicy aby na chwilę pooddychać czystym tlenem. Na stronie jednego z takich barów można wyczytać, że tlenoterapia ma wiele korzyści takich jak:
- Podniesienie poziomu energetycznego organizmu (poczujesz więcej energii witalnej)
- Potężny detox dla organizmu (walka z efektami smogu, długotrwałego przyjmowania leków, migrenowymi bólami głowy, alergiami, wieloma problemami skórnymi i syndromem dnia wczorajszego
- Poprawienie przemiany materii (pomocne w dietach)
- Zwiększenie wydolności fizycznej i psychicznej Twojego organizmu (zabiegi dla sportowców, biznesmenów, studentów)
- Poprawa samopoczucia i nastroju
- Wzrost odporności organizmu
- Lepsza jakość snu
Czyż to nie brzmi fantastycznie? Wydaje się, że osoba cierpiąca na bezdech senny (mająca epizody denaturacji w nocy) powinna tym bardziej odczuwać pozytywne efekty wdychania czystego tlenu. Ale czy oby na pewno. Saturacja (SpO2) u zdrowej u osoby wynosi 95-99%. Jasno z tego wynika, że w normalnych warunkach nie możemy już istotnie poprawić wysycenia krwi tlenem, niezależnie od tego ile go podamy we wdychanej mieszance. Okazjonalne podanie tlenu nie powinno może szczególnie zaszkodzić ale też nie ma prawa pomóc. Nie odczujecie większej ilości energii, poprawy samopoczucia, nie przyspieszy wam metabolizm czy wydolność organizmu. Jeżeli ktoś odczuwał takie skutki po wizycie w barze tlenowym to albo nie wiedział wcześniej o tym, że ma niewydolność oddechową… albo- co bardziej prawdopodobne- odczuł efekt placebo. Inna sprawa, że prawdopodobnie dawki tlenu w takich barach pewnie i tak dla bezpieczeństwa i ze względu na kiepski sprzęt będą „homeopatyczne”. Jak zauważycie, że już na samej górze schematu jest różnicowanie czy obniżona saturacja nie jest wynikiem hiperkapnii (podwyższonego stężenia CO2 we krwi). Jest to niezmiernie ważne, ponieważ u takich osób podanie dużego stężenia tlenu może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego i być skrajnie niebezpieczne. Pokazuję Wam to aby uzmysłowić fakt, że samodzielne stosowanie tlenoterapii, nawet (a może przede wszystkim) gdy stwierdzicie u siebie obniżenie saturacji pulsoksymetrem albo po prostu przy dusznościach, może być na prawdę kiepskim pomysłem.
Ale wrócmy może do testowanego przeze mnie urządzenia. Philips EverFlo jest w odróżnieniu od
![]() |
| Zasada działania koncentratora tlenu |
testowanego wcześniej Inogen One G4 urządzeniem stacjonarnym, przeznaczonym przede wszystkim do użytkowania w domu. Od koncentratora przenośnego wyróżnia się przede wszystkim rozmiarem i tym, że wytwarza większą ilość tlenu w sposób ciągły. Pracować może całą dobę, przez 365 w roku. Urządzenia takiego nie zabierzemy ze sobą na spacer, ale w domu będzie ono wygodniejsze i umożliwi też np. podłączenie do aparatu CPAP, jeżeli zajdzie taka potrzeba.
Koncentratory tlenu z natury rzeczy są urządzeniami bardzo prostymi w użyciu. To zrozumiałe mając na uwadze, że korzystają z nich głównie osoby starsze. Philips uprościł konstrukcję tak bardzo jak to było możliwe. Na próżno tu szukać ekranu LCD. Jego obsługa ogranicza się do naciśnięcia jednego, odpowiednio dużego guzika, a o stanie działania informują kolorowe diody i sygnał dźwiękowy. Regulacja przepływu tlenu odbywa się klasycznym regulatorem „z kulką”, który został sprytnie schowany w bryle urządzenia. To, że żaden element nie wystaje na zewnątrz sprawia że zdecydowanie trudniej cokolwiek w nim uszkodzić. Jedyną czynnością serwisową o jakiej będziemy musieli pamiętać o wymianie filtra raz do roku… i oczywiście zadbanie o czystą wodę w nawilżaczu. To co wyróżnia EverFlo jest bez wątpienia niewielka (jak na urządzenie stacjonarne) waga 15 kg. Konkurencyjne urządzenia ważą zazwyczaj co najmniej 20 kg, a to już sprawia, że ich przeniesienie z jednego miejsca w mieszkaniu do innego robi się mocno kłopotliwe.
Poziom hałasu to około 40 dBA, co jest „złotym standardem” dla urządzeń wyższej klasy. Tańsze maszyny mogą być nawet 10-15 dBA głośniejsze i w czasie ich pracy ciężko jest rozmawiać czy oglądać telewizję.




